Niebieska Szkoła

Jaśmina Cytrowska, uczennica klasy 8b, wzięła udział w przygodzie życia. Była uczestniczką Niebieskiej Szkoły opływając Karaiby. Poczytajcie co pisze Jaśmina:

Niebieska Szkoła to program morskich rejsów połączonych z nauką szkolną w pełnym wymiarze godzin, realizowany na pokładzie tradycyjnego żaglowca - STS Fryderyk Chopin. Rejsy mają etapy, ja opłynęłam całe Karaiby łączne pokonując 4080 Mm w ciągu 634h żeglugi przy przyjemnych, jak i naprawdę ekstremalnych warunkach pogodowych.

Nowe lądy, nowe kultury, odmienna rzeczywistość odwiedzanych miejsc są źródłem wiedzy o świecie i jego różnorodności. Byliśmy w takich portach jak: Placenia (Belize), Ocho Rios (Jamajka), Charlotte Amalie (St. Thomas, USVI), Ensenada Honda (Culebra, Puerto Rico), Cruz Bay (St. John, USVI), Terre-de-Haut (Les Saintes), Rodney Bay (St. Lucia). Największą przygodą podczas takiej wyprawy jest spotkanie człowieka z samym sobą: swoimi słabościami, zdolnościami i pragnieniami.

Udział w Niebieskiej Szkole to doskonała kuźnia charakterów oraz sprawdzenie własnej wytrzymałości - nie jest tam łatwo, na statku panuje żelazna dyscyplina pod rękom Kapitana. Uczy ona również szacunku dla siebie i innych. Przyjaźnie nawiązane na morzu, scementowane wspólną walką z żywiołem, pozostają żywe i pielęgnowane przez lata.

Opiszę w skrócie jeden z wielu dni na pokładzie.
"30.01.2020.
Nie ma to jak zacząć dzień od mini zawału. Nasz wspaniały dzwonek, który budzi codziennie o 7:30, jest ustawiony idealnie nad moim łóżkiem. Na całe szczęście o tej godzinie siedzę już pod prysznicem, gdyż tylko wtedy jest wolna kabina. Czasem warto wkraść się do męskich pryszniców, gdzie o dziwo nikogo nie ma.
Dzwonek informuje nas także o rozpoczęciu śniadania dla wachty III. Po śniadaniu odbywa się podnoszenie bandery, przy którym trzeba stać na baczność. Powoduje ono stracenie równowagi i spadanie na kolegów. Już nie wspomnę o prze wygodnych szelkach, w których musimy przychodzić na banderę w trakcie przechyłów.
Przez ostatnie ogłoszenie konkursu na węzły każda wachta wzięła się porządnie do pracy i uczestniczy w wyścigu. Widząc talenty żeglarskie innych uczestników mogę stwierdzić, że dla nowicjusza jest to masa nauki, wymagająca sięgnięcia do najgłębszych zasobów naszego mózgu. Jest to jednak zadanie prawie niemożliwe, problem wynika z ogromnego braku snu.
Lekcje rozpoczęliśmy na samym dziobie, gdzie próbujemy znaleźć cień. Lekcje trwały ok.8 godzin dziennie (ale odbywały się tylko wtedy gdy płynęliśmy po morzu).W czasie okienka jesteśmy zmuszeni do stawienia się na mostku w pełnej gotowości. Wyznaczyli nam też zadanie w kuchni. Mieliśmy poukładać składniki oraz znaleźć ziele angielskie, które zapodziało się gdzieś wśród masy innych produktów. Po długim i niełatwym przedostawaniu się przez przedmioty, udało mi się znaleźć przyprawę. W czasie szukania znalazłam wiele ciekawych produktów, które aż kusiły, by je zabrać dla siebie. Niestety trzeba się zadowolić smakowymi kisielkami, które są najbezpieczniejszym pożywieniem dla naszych żołądków. Po skończonym zadaniu dokończyłam okienko stojąc na oku i wpatrując się w granatową wodę. Na razie ciężko powiedzieć, czy jesteśmy na Karaibach, bo odcień wody jest porównywalny z odcieniem innych mórz, np. Bałtyku. Przez dobrą godzinę zastanawiałam się, czy te latające stworzenia nad wodą to ptaki, czy też ryby. Może moje zagubienie wynikało z halucynacji spowodowanych dużym słońcem, gorącem i brakiem odpoczynku.
O godzinie 14:00 odezwał się okropnie głośny dzwonek kambuzowy, wzywający wszystkich na obiad. Dzisiejszy dzień każdy zapamięta: zupa ogórkowa, a na drugie danie łosoś z makaronem. Po 5 dniach pływania każdy odczuwa tęsknotę za domowym jedzeniem.
Kolejne okienko po lekcji chcieliśmy spędzić na malowaniu flagi, ale Bosman znalazł nam lepsze zajęcie - malowanie metalowych części czarną, trudno schodzącą farbą. Jak można przypuszczać, takie zadanie bez nadzoru skończyło się małym bałaganem. Zmywanie tej okropnej farby ze skóry ryżową szczotą wyssało z nas ostatecznie całą energię.
Na koniec dnia straszyli nas jeszcze alarmem do żagli. Całe szczęście - nie był on konieczny, co oznaczało, że nasze cenne godziny snu nie zostaną obcięte. Nie dało to za wiele."

"07.02.2020
Dzień zaczęliśmy o 00:30 w nocy. Dzwonek obok naszej koi zadzwonił bardzo głośno. Już wtedy wiedzieliśmy, że ten dzień będzie ciekawy. Gotowi do pracy weszliśmy na pokład i zajęliśmy się brasowaniem żagli. Lekko niewyspani skończyliśmy nasze obowiązki i wróciliśmy pod ciepłą kołderkę. Wschodu słońca również nie moglibyśmy ominąć, ponieważ drugi alarm rozpoczął się o 6:00. Przy złocistych promieniach słońca wspinaliśmy się na najwyższe reje i tam, ku naszemu zdziwieniu, ujrzeliśmy pojawiający się ląd. Przez to, że dwa tygodnie nie wiedzieliśmy nic innego niż kołyszące się fale, to cieszyliśmy się jak dzieci. Skaczące delfiny dotrzymywały nam towarzystwa. Szaka przygotował nam wyśmienity posiłek, czyli zestaw nr 1 (ser, pomidorki, szyneczka). Cały dzień myśleliśmy o wyjściu do Belize. Zajmowaliśmy się klarowaniem żagli i sprzątaniem pokładu. Klar portowy nie przeszedł zbyt sprawnie, jednak to dopiero początek naszej podróży – jeszcze się nauczymy. Po kilku godzinach porządnego szorowania pokładu w końcu dopłynęliśmy. Uśmiech pojawił się na twarzach całej załogi.
Pozdrawiamy gorąco!"

Zobacz wszystkie zdjęcia
14 kwietnia 2020
Wydarzenia z następujących lat
Jak powstawała nasza szkoła
linia
Zobacz jak powstawał budynek naszej szkoły.